Zastanówmy się teraz nad terminami „ekologia” i „ekonomia”. Jeżeli zrobimy to, przekonamy się, że pochodzenie obu wyrazów wydaje się być bardzo podobne. W obydwu przypadkach eko — (od greckiego oikos) oznacza „dom” lub „gospodarstwo domowe”. Jeżeli chodzi o wyraz logos, to oznacza ono „słowo” lub może lepiej — „rozmowa”, a nemein — znaczy „prowadzić”. Mamy więc zatem „rozmowę o gospo­darstwie domowym” (ekologia) w przeciwieństwie do „prowadzenia gospodarstwa domowego” (ekonomia). Jakkolwiek mówienie i działanie są czynnościami od­miennymi, to nasze sformułowanie pochodzenia tych określeń z trudem pomaga nam w zrozumieniu różni­cy pomiędzy ekologią i ekonomią w dzisiejszym po­jęciu tego słowa. Stosujemy treść do przedmiotów, które pozornie różnią się bardzo od siebie, lecz różnice te mogą być bardziej pozorne niż rzeczywiste.

Problem zdrowia społeczeństwa ludzkiego jest ważniejszy niż problem konserwacji, zabezpieczenia lub ochrony. Jest to problem w równym stopniu użytkowania, jak i zachowania, problem zarówno współżycia z naturą jak i ochrony tejże natury a więc problem — w jak najszerszym znaczeniu tego słowa — utrzymania systemu społeczeństwa ludzkiego w równo­wadze z systemem natury. Jeśliby nastąpił zbyt wielki konflikt pomiędzy tymi dwoma systemami, to dumne ludzkie spełeczeństwo skończy zniszczeniem samego siebie. Może będziemy mogli spojrzeć na to zagadnienie bardziej właściwie pod kątem widzenia stosunków za­chodzących pomiędzy dwiema gałęziami wiedzy, a mia­nowicie ekologią i ekonomią.

 

Choroby są przeważnie zjawiskami biologicz­nymi i do badań nad nimi można stosować ogólne prawa biologii. Choroby infekcyjne są w jedna­kowym stopniu uwarunkowane przez warunki ekolo­giczne i fizjologiczne, a zależne od przewagi jednego z nich. Można więc mówić o zakażeniu z przyczyn zewnętrznych (poza ustrojowych) lub w e- wnętrznych (wewnątrzustrojowych). Inne scho­rzenia, jak np. spowodowane niedoborami żywnościo­wymi, degeneracyjne lub dziedziczne, przebiegają również zgodnie z prawami biologii, lecz są to przede wszystkim zaburzenia fizjologiczne, zachodzące we­wnątrz dotkniętego nimi organizmu.Jeżeli zainteresujemy się długą listą chorób umysłowych, to staniemy na mniej pewnym bio­logicznie gruncie. U ich źródła znajdują się często uwa­runkowane genetycznie czynniki dziedziczne i pomimo, iż niedomagania fizyczne towarzyszą często zaburze­niom umysłowym, to jednak biologiczne tłumaczenia psychoz i nerwic okazywały się zwykle niewystarcza­jące.

Z rozwojem nowoczesnych środków transportu wszystkie choroby zakaźne stały się kosmopolityczne, pojawiając się wszędzie tam, gdzie zaludnienie jest na tyle gęste, aby mogły przenosić się z jednego osobnika wrażliwego na innego. Historie poszczególnych chorób są często niejasne, gdyż interpretowanie dawnych sprawozdań nie jest rzeczą łatwą. Prawdopodobnie najwięcej epidemii istniało w ośrodkach ludzkich Sta­rego Świata, dookoła Morza Śródziemnego i Na Wscho­dzie. Ospa — jak wiemy — została zawleczona do Ameryki przez następców Corteza i na pozór słusznie można by się sprzeczać, że raczej ta choroba, a nie Hisz­panie, zdobyła Meksyk. Ospa, odra i inne jeszcze cho­roby wywołały katastrofalne epidemie zarówno u ame­rykańskich Indian jak i ludów żyjących nad Pacyfi­kiem. Epidemie te rozprzestrzeniały się szybko, sko­ro tylko doszło do pierwszych zetknięć się miejsco­wej ludności z Europejczykami chorymi na te cho­roby.

Na przykład lew jest drapieżcą w stosunku do owcy. Jeżeli tylko zaczniemy analizować w sposób sofistyczny współzależności po­karmowe istniejące pośród zwierząt, to rozróżnienie staje się mniej wyraźne, pomimo iż same słowa będą odpowiadały naszym sformułowaniom.Jeżeli określimy jako drapieżcę zwierzę, które bez­pośrednio zabija i zjada inne zwierzęta, to człowiek dawno już przestał być jego zdobyczą. Czasami jed­nak bywa zabijany i zjadany przez lwy, krokodyle i rekiny, lecz dla ogromnej większości ludzi stanowi to i stanowiło już od dawna bardzo odległą możliwość. Człowiek zorganizowany w społeczeństwa — praktycz­nie biorąc —- stał się odporny w stosunku do dra­pieżników.Inaczej przedstawia się zagadnienie pasożytów. Człowiek poradził sobie z dużymi stworzeniami, lecz dotąd bywa bezsilny wobec małych, żyjących z niego organizmów.

Kukurydza, pszenica, bawełna i ich dziko żyjące gatunki zostały poddane intensywnym badaniom ge­netycznym, których częściowym celem było odtworze­nie historii biologicznej kultygenów. Ogólnie biorąc, pod wpływem człowieka osłabły kryteria selekcji na­turalnej. Mutacje, które nie przeżyłyby w warunkach naturalnych, mogły przetrwać i rozmnażać się, a na­wet być faworyzowane, jeżeli odpowiadały swemu opiekunowi. W ten sposób wzrasta różnorodność gene­tyczna hodowanej populacji. Różnorodność ta zwięk­szała się także przez krzyżowanie z pokrewnymi ga­tunkami dzikimi. Ważnym pytaniem jest — czy człowiek kierował ewolucją swoich kultygenów? K. Darwin i A. Wallace, tworząc swe teorie selekcji naturalnej, opierali się w dużym stopniu na analogiach ze sztuczną selekcją, której skuteczność w wytwarzaniu nowych odmian i poprawie jakości starych możemy łatwo sprawdzić w obecnych czasach .

Są to pierwsze pewne wiadomości wykopaliskowe, lecz dotyczą już rozwiniętej kultury rolniczej, a nie jej początków. C. O. Sauer uważa, że uprawę i udomo­wienie rozpoczęto w południowo-wschodniej Azji, skąd przypuszczalnie pochodzi wiele zwierząt domowych, jak świnie, kury, kaczki, gęsi, prawdopodobnie psy oraz większość tropikalnych kultygenów roślinnych. Ponieważ są to rośliny rozmnażające się przez rozrost bulw lub szczepów, uprawa ich była prostsza, gdyż dużo łatwiej jest zasadzić kawałek bulwy lub wsadzić z powrotem po wykopaniu rośliny, niż nauczyć się sadzenia nasion. W południowo-zachodniej Azji rozwinął się inny zestaw kultygenów, gdyż w skład nich wchodziły zboża, jak pszenica, owies i jęczmień, oraz ssaki tra- wożerne. Z tropikalnych terenów Ameryki pochodzi kukurydza, liczne rozmnażające się wegetatywnie rośliny z dużą zawartością skrobii (np. ziemniaki i kassawa) oraz wiele odmian warzyw i owoców.

Uprawę roślin rozpoczęto prawdopodobnie w okolicy lesistej, a nie stepowej, ponieważ nawet współczesne, prymitywne ludy rolnicze nie umieją radzić sobie z trawą, podczas gdy względnie łatwo karczują lasy.Upiawę roślin rozpoczęto niezależnie co najmniej w dwu miejscach: tzn. w „Starym” i „Nowym Swiecie”. Możliwe, że było więcej takich ośrodków: w południo­wo-wschodniej i południowo-zachodniej Azji oraz Ameryce Środkowej lub — że uprawę rozpoczynano niezależnie w wielu miejscach i w różnych okresach czasu.Pierwsze, pewne wiadomości o roślinach uprawnych i zwierzętach udomowionych pochodzą z około 5000 lat P-n.e. i dotyczą okolic Jarmo w Iraku. W omawianym okresie ludzie z Jarmo znali co najmniej dwa gatunki zbóż, hodowali kozy i prawdopodobnie również inne zwierzęta, jak owce, bydło, świnie i konie.

Dzisiejszy świat jest naprawdę szalony. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Ludzie biorą drogie śluby aby za kilka lat wziąć równie kosztowny rozwód czy adoptują dzieci spragnione ciepła rodzinnego, aby później je oddać z powrotem do ośrodka. I taki zwariowany świat pojawia się również jeśli chodzi o kwestię zdrowotne. Ludzie dbają o swoje zdrowie chodząc co chwile do lekarza, jednak kiedy przychodzi co do czego to idą do apteki po leki bez recepty. Gdzie tu jest logika? Autor tego tekstu uważa, że logika w społeczeństwach została zupełnie zatracona. Ba! Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Po co chodzić do lekarzy, skoro zazwyczaj i tak bóle leczone są domowymi sposobami? Po co zajmować miejsce w kolejce, skoro i tak opinia lekarza nie liczy się dla potencjalnego chorego? No cóż, miejmy nadzieję, że ludzie w przyszłości odzyskają równowagę między logiką a życiem codziennym, ponieważ bez tego bardzo trudno będzie funkcjonować w codziennym świecie za kilka czy kilkanaście lat.

Ze wszystkich stron słyszy się o tym, że kobieta w ciąży powinna dbać o swoje zdrowie i przede wszystkim o swoją dietę. Co zatem powinna jeść, aby dziecko rozwijało się w sposób prawidłowy? Zapotrzebowanie kaloryczne w czasie ciąży będzie, wbrew pozorom, tylko o 300 kcal większe niż normalnie. Niektórzy myślą, że kobieta, która spodziewa się dziecka, będzie się objadała. Jest to oczywiście mit. W ciąży trzeba pamiętać o tym, aby dieta była jak najbardziej zróżnicowana. Powinna być  ona oparta na białku, węglowodanach oraz witaminach. Trzeba unikać tłuszczu i cukrów. Trzeba jeść dużo produktów zbożowych. Idealnie będą tutaj kasze, mąka, ryż, makaron oraz płatki owsiane. Nie wolno zapominać o mleku oraz przeróżnych przetworach mlecznych. Trzeba pić co najmniej trzy szklanki mleka dziennie. Jeśli chodzi o mięso to warto jeść wędliny oraz chude mięso. Wystrzegać należy się natomiast wątróbki oraz podrobów. Jeśli chodzi o warzywa i owoce to najlepiej jeść truskawki, maliny, porzeczki, morele, sałatę, natkę pietruszki, szparagi, marchew, dynię oraz pomidory.

Pojęcie „gospodarstwo domowe” w ekologii oznacza gospodarstwo świata żyjącego, biosferę, na­tomiast pod pojęciem „gospodarstwo domowe” w e k o- nomii rozumiemy gospodarkę prowadzoną przez człowieka. Ekologia zajmuje się wzajemnymi sto­sunkami zachodzącymi między organizmami żywy­mi a otaczającym je środowiskiem, natomiast przed­miotem ekonomii jest praca, oszczędne gospodarowa­nie środkami materialnymi, rynkami zbytu, bankowa stopa dyskontowa, dochód na głowę itp. Terminy te wygadają tu bardzo różnie, jednak w zasadzie obie nauki zajmują się tym samym „gospodarstwem domowym”, gospodarstwem na naszej planecie Ziemi. Po­dział ten jest raczej bardziej przypadkiem w historii, niż przemyślanym podziałem treści. Popatrzmy teraz na ekologię z punktu widzenia ekonomii natury.

Nie znaczy to jednak, iż uważamy, że biologia jest nauką nieistotną w innych dziedzinach rozwoju zdro­wego społeczeństwa, poza związkiem jej z medycyną i rolnictwem. Powoli dochodzimy do przeświadczenia, że zdrowie społeczeństwa ludzkiego zależy pod wielo­ma względami od zdrowia zespołu biologicznego jako całości, że zdrowie człowieka łączy się ze zdro­wiem lasów, jezior strumieni i gleb. Ten wzajemny związek pomiędzy społeczeństwem ludzkim i ich oto­czeniem jest często studiowany pod nazwą ,,k o n- s e r w a c j i”. Pod pewnym względem jest to określe­nie niezbyt właściwe. Zabezpieczenie (konserwacja) jest bez wątpienia sprawą poważną, lecz zawiera w sobie pojęcia statyczności i małe widoki na przy­szłość.

Początki medycyny społecznej łączą się z rozwojem techniki sani­tarnej, np. z problemem usuwania nieczystości i do­stawy wody. Potrzeba zastosowania wiedzy do wielu innych dziedzin medycyny stała się coraz bardziej pa­ląca, a tym samym rozszerzał się zakres wchodzący w kompetencje medycyny społecznej.Zdobycze z zakresu techniki, medycyny, biologii i nauk społecznych przyczyniają się do rozwoju no­woczesnych organizacji i urządzeń zdrowotnych. Granice oddzielające poszczególne dziedziny wiedzy zacierają się coraz bardziej.Zdrowotność ludzi nie jest równoznaczna z uwolnieniem się ich od chorób. Można by dowieść, że najważniejsze aspekty ich zdrowia znajdują się da­leko poza dziedziną biologii lub też daleko poza każ­dym zagadnieniem ogólnie uważanym za część „me­dycyny społecznej”. Właściwa ocena i zadowolenie, stan psychiczny tak jednostek, jak i grup ludzi, są na pewno podstawami rozwoju zdrowego społeczeństwa, a tymi zagadnieniami biologia prawie się nie zajmuje; również i inne nauki mają na nie jedynie nieznaczny wpływ.

Choroby te są wynikiem defektów w organiźmie ludzkim i w większości z nich nie udało się znaleźć uchwytnych zmian za pomocą badań biologicznych. Nasz postęp w zrozumieniu i opanowaniu chorób umysłowych jest opóźniony w porównaniu z postępem w zkaresie chorób infekcyjnych. Problem ten wy­raźnie domaga się opracowania biologicznego i spo­łecznego, a można go rozwiązać jedynie przy współ­pracy tych zbliżonych gałęzi wiedzy. Medycyna jest nie tylko „biologią stosowaną”. Jeżeli przebiegniemy wzrokiem od medycyny leczniczej do medycyny zapo­biegawczej, do problemu zdrowia publicznego, to za­kres ten rozszerza się jeszcze bardziej. Zdrowie publiczne jest właściwie ekologią człowieka, po­nieważ sposób życia i zdrowotność społeczeństwa za­leżą od niezliczonych procesów wzajemnego oddziały­wania na siebie ludzi oraz wzajemnego oddziaływania na siebie ludzi i otoczenia.